Tak, jestem zdalnym copywriterem. I owszem, jest kilka rzeczy, których w tym zawodzie nie lubię, wręcz zdzierżyć nie mogę. ????
A wiesz, co jest najlepsze? To wszystko, co mnie wpienia, dawkuję sobie sama. Nałogowo.
Wyrzuty sumienia
Powiedz, zdalny copywriterze, czy nie masz czasem wyrzutów sumienia, że robisz to, co lubisz, na swoich warunkach? Czy tylko ja mam takie szalone „zboczenie”?
Rozglądam się wokoło i mam mnóstwo wątpliwości. Bo tak wiele osób narzeka na swoją pracę, nie lubi jej, chodzi do niej z przymusu, ma z góry narzucone zasady. Musi pracować od poniedziałku do piątku od 8.00 do 16.00, prosić o L4 i urlop. Słuchać szefa i średnio 4 razy w tygodniu zaciskać zęby, by nie powiedzieć mu wszystkiego, co myśli na jego temat. Uśmiechać się do współpracowników – również do tej wstrętnej Jolki, która na pozór miła, ale chętnie nakabluje za plecami i obsmaruje aż miło.
Mnie powyższe nie dotyczy. Mam elastyczny czas pracy, mogę mieć wolną środę, piątek i każdy inny dzień w środku tygodnia. Grypa? Okej, tak poprzekładam zlecenia, by odetchnąć i zebrać siły w najgorszej fali choróbska. Żadna Jola czy Tomek nie zdenerwują mnie w pracy, bo ich po prostu nie ma. Szef/szefowie? Klientów raczej tak nie nazwę, chociaż to oni dają mi wynagrodzenie. Jeśli natomiast z którymś nie potrafię się dogadać, to mogę go (z reguły) zamienić na kogoś innego. Na lepszy model. ????
To brzmi pięknie – i jest prawdziwe. Tylko okupione wysiłkiem.
Jak więc nie mieć wyrzutów sumienia, że jest tak dobrze? Czy to może niewystarczająca wdzięczność za taką pracę?
Harowanko
Uwielbiam brać zlecenia. Dużo zleceń. Nadmiar zleceń. Tonę zleceń.
Chociaż mogłabym odpuścić – nie. Im więcej, tym lepiej. Często kosztem życia osobistego i odpoczynku. Nie lubię mieć za dużo pracy, a nieustannie do tego doprowadzam. Sama, bez przymusu. Czasami też wpływa to na jakość treści, ale kiedy mam możliwość złapania kolejnego klienta, to jak myślisz, co zrobię?
Pociesz mnie, że też tak masz. ????
Mała izolacja?
Studia i wcześniejsza praca (w biurze, ale w innym zawodzie) zmuszały mnie do ciągłego przebywania wśród ludzi. Wieeelu ludzi. Praca zdalna wręcz przeciwnie – skłania mnie ku samodzielnemu działaniu, w zaciszu czterech ścian. I chociaż z mężem często wychodzimy, spotykamy się ze znajomymi i jesteśmy aktywni, odrobinkę odczuwam zmianę trybu życia. Odrobinkę.
Gdy jednak myślę o tym, jak bardzo lubię zdalny copywriting i jak fajne mam zajęcie – wiem, że nie zamieniłabym go na żadną inną pracę ani na słodkie lenistwo. Mimo że trochę ogranicza moją towarzyską stronę.
A Ty jak się odnajdujesz w freelancingu, z dala od biur, korpo i innych zakładów pracy?
Hmm…
Zastanawiam się, czy to napisana pod wypływem chwili, zmutowana oda na cześć zdalnego copywritingu, czy wykolejona satyra?
Ciekawa jestem, jakie są Twoje rozterki związane z pracą zdalną. Podzielisz się nimi?
Najnowsze komentarze